Modny Kraków

Agnieszka z tajemniczego ogrodu

Agnieszka Juszkiewicz

Takiego miejsca w tym miejscu Krakowa nikt by się nie spodziewał. Ulica Lea, ciąg szarych kamienic, nieciekawe sklepy, nierówne chodniki. W tym zaułku powszedniości zwraca uwagę intrygujący szyld pod numerem 17, a wraz z nim ciekawa witryna. Każdy jej skrawek zapełniają nietypowe rzeczy: stara porcelana, kryształy, skrawek czegoś drewnianego i o dziwo – świeże, niepospolite kwiaty. Pierwsze skojarzenie: coś tu nie gra! Kwiaty w antykwariacie? Antykwariat w kwiaciarni? Takie zestawienie zdumiewa nawet w skłonnym do artystycznych dziwactw Krakowie. A jednak! Znaleźliśmy się właśnie w zupełnie zaczarowanym miejscu, które nie ma podobnego sobie i zachwyca od pierwszego spojrzenia. To prawdziwy tajemniczy ogród Agnieszki Juszkiewicz.

Agnieszka jest florystką, ale ma w swoim dorobku także lata pracy związanej z wizażem i stylizacją. –Od zawsze kochałam kwiaty, od 20 lat w miarę możliwości finansowych gromadziłam różne antyki – rozpoczyna swoją opowieść. Życie jednak różnie się układa i pracą, która zajmowała Agnieszkę przez kilka lat było przygotowywanie stylizacji i makijaży podczas sesji zdjęciowych. –Zleceń było dużo, ale sama praca nie okazała się dla mnie tak satysfakcjonująca, jak sądziłam. Duża presja, duże tempo – to nie było dla mnie – wspomina. Bezustannie pociągał ją świat przedmiotów z duszą i historią, przeplatał się z czarownym światem roślin.

W końcu zapadła decyzja, że właśnie w tym obszarze Agnieszka woli realizować się zawodowo. Zaczęła szukać miejsca, w którym mogłaby prowadzić swoją działalność i wybór właściwie przypadkowo padł na ulicę Lea. Był wolny lokal z ogłoszenia, spodobał się. –To było dokładnie dziesięć lat temu i wtedy ludzi bulwersowało, że gromadzę i sprzedaję stare meble, elementy dekoracyjne, przedmioty codziennego użytku. Potrafili mi dokuczać, śmiali się z tego. Dla nich to były rupiecie – wspomina niełatwy początek. Sytuacja jednak szybko się zmieniała. Do Polski zaczęło docierać coraz więcej czasopism z Zachodu prezentujących rustykalne aranżacje i stało się jasne, że Agnieszka trend retro po prostu wyprzedziła. –Teraz ciekawe meble i inne przedmioty z dawnych lat już bardzo ciężko zdobyć. W Polsce są bardzo drogie, bo ruszyli po nie turyści i handlarze. Mnóstwo ciekawych okazów ucieka za granicę, a wtedy gdy zaczynałam, w kraju było ich wiele i za rozsądne pieniądze można było nabyć prawdziwe cacka – opisuje.

Na szczęście także i teraz, gdy o ciekawe przedmioty trudno, Agnieszka potrafi wypatrzyć i zdobyć interesujące rzeczy. Ma do nich oko i niezaprzeczalnie: gust. Serce i ręka stylisty sprawiają, że wnętrze jej malutkiej „Galerii kwiatów i staroci” wygląda na co dzień jak scenografia z filmu osadzonego w epoce wiktoriańskiej. Lśnią kryształowe kandelabry (w pomieszczeniu jest ich kilkadziesiąt!), pysznią się lustra, szafki i kredensy, dekoracyjne klatki na świece. Urok starego drewna ożywiają kwiaty. Ale też nie byle jakie, bo niczego przypadkowego ani zwyczajnego tutaj nie ma. –Moje ulubione kwiaty to hortensje, anemony, piwonie, róże – wylicza Agnieszka Juszkiewicz. Same nazwy jeszcze nie brzmią ekscentrycznie, ale te kolory!

W prowadzonej przez Agnieszkę galerii nie ma miejsca na kolorystykę schlebiającą masowym gustom, za to dobór roślin bez wątpienia przypadnie do gustu ludziom o artystycznych upodobaniach. Ciemne, wyraziste, nasycone kolory z charakterem – tak. To tu! Na całe pomieszczenie roztaczają upajający zapach ciemnofioletowe hiacynty, stoją dookoła całe wazony róż. Bordowe, śliwkowe tak, że wpadające niemal w granat. A dla kontrastu kwiaty w odcieniu kawy z mlekiem, jasne neutralne frezje w kolorze kości słoniowej wpadającej w róż. Wiktoriański klimat raz jeszcze daje o sobie znać – wszak głębokie odcienie fioletu, zwłaszcza w połączeniu z intensywnie ciemnymi kolorami drewna: umbrą, mahoniem to kwintesencja tamtych niesamowitych czasów. –Zmieniające się mody mnie nie interesują. Moje prace mają swój charakterystyczny rys i tworzę je z myślą o ludziach, którym podobają się takie rzeczy jakie i ja lubię – deklaruje.

Zainteresowanych nie brak. Agnieszka ma na swoim koncie wiele prestiżowych realizacji z zakresu florystyki, między innymi dekoracje dla Muzeum Narodowego w Krakowie związane z setną rocznicą wystawienia „Wesela” Wyspiańskiego. – Uważam, że każdy florysta powinien robić tworzyć takie kompozycje, jakie są zgodne z jego indywidualnym gustem. Wówczas będzie charakterystyczny i rozpoznawalny dla swoich sympatyków bez względu na to czy w danej chwili zgodne z trendami są kryształki, tiule czy piórka – ocenia. Agnieszkę fascynują przenikające się kolory, światło, które je ożywia, lekkość która je łączy. Kompozycje, które tworzy przypominają zwiewne ważki z ich szykiem i urodą. Dziesięciolecie swojej pracowni wita z wielką pasją i z charakterystycznym dla siebie ciepłem zaprasza w swoje progi każdego, kto chciałby także w swoim domu, na przyjęciu czy z dowolnej okazji stworzyć fragment takiego zaczarowanego świata.

tekst i zdjęcia: Agnieszka Kantaruk

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o