Modny Kraków

Niezastąpione miejsce

Agnieszka Błotnicka w Lanckoronie - fot. Tomasz Korczyński

Lanckorona wielokrotnie opisywana w książkach, opiewana w piosenkach, uwieczniana w malarstwie i na zdjęciach trafiła za sprawą Agnieszki Błotnickiej na karty bestsellera „Koniec wiosny w Lanckoronie”. Dlaczego właśnie tutaj toczy się akcja powieści?

Agnieszka Błotnicka zasłynęła książkami dla młodych czytelników. W powieściach „Kiedy zegar wybije dziesiątą“ i „Czarna operacja“ przedstawiła przygody nastoletnich chłopców wzbudzając moc sentymentalnych wspomnień u dorosłych odbiorców i mnóstwo wrażeń u dzieci i młodzieży. Jej biegłość w konstruowaniu atrakcyjnych postaci i zajmującej fabuły uzewnętrzniła się już wcześniej: pisała scenariusze do tak populatnych w Polsce produkcji jak Tata, a Marcin powiedział, Marzenia do spełnienia, Na Wspólnej, Rodziny zastępczej, a ostatnio do Ojca Mateusza. Ale przygoda ze scenopisarstwem zaczęła się znacznie wcześniej od współpracy z amerykańskim scenarzystą Joshem Seligiem, z którym pracowała nad polską wersją Ulicy Sezamkowej. Kolejnym etapem w twórczym rozwoju Agnieszki Błotnickiej stało się pisarstwo – lekkie, przyjemne, nie pozbawione głębszych odniesień powieści jej autorstwa z miejsca zachwyciły czytelników zyskując porównania do niezapomnianej klasyki Edmunda Niziurskiego. To duży komplement, bo pisanie dla młodego, bardzo wybrednego odbiorcy, u którego skupienie uwagi następuje doprawdy tylko w uzasadnionych przypadkach, jest nie lada sztuką. Na tym jednak autorka nie poprzestała i w tym roku przedstawiła swoim sympatykom propozycję dla dorosłych – powieść „Koniec wiosny w Lanckoronie“, której bohaterka Magda szybko została okrzyknięta przez czytelników polską Bridget Jones.

Akcja powieści rozpoczyna się w Warszawie, ale szybko przenosi się do małopolskiej Lanckorony, charakterystycznego miasteczka na zboczu góry, które od lat przyciąga artystów. Znamienne, że w jednej z poprzednich powieści Agnieszki Błotnickiej, „Kiedy zegar wybije dziesiątą” czytelnik spotyka się z bohaterami w miejscowości o podobnych walorach – Kazimierzu Dolnym. To przydaje opowiadanym historiom niemało uroku, stanowi o ich relaksującej atmosferze, która na długo z czytelnikiem pozostaje. Dlaczego jednak autorka wybrała właśnie Lanckoronę? Jak mieszkańcy odnieśli się do przedstawienia swojego miasta na kartach bestsellerowej powieści i czy ta książka może… zmienić Lanckoronę?

Z Agnieszką Błotnicką spotykamy się w miejscu akcji jej najnowszej powieści. Lanckoroński rynek letnią porą, Cafe Pensjonat – to właśnie tutaj pisarka postanowiła spotkać się ze swoimi sympatykami podczas wieczoru autorskiego.

Michał Stochmal: Skąd pomysł na książkę „Koniec wiosny w Lanckoronie“?
Agnieszka Błotnicka:
Chciałam pokazać bohaterkę, która przytłoczona nieprzyjemnym zdarzeniem osobistym, ale również takimi zwykłymi, życiowymi sprawami postanawia jakoś zareagować. Znajduje się na pewnego rodzaju zakręcie i wie, że musi coś z tym zrobić. Czuje, że z tym coś się w niej kotłuje, powinna gdzieś wyjechać. Wyrusza w drogę, trochę histerycznie, trochę pod wpływem impulsu i desperacko. Wybiera drogę na Kraków i kiedy słucha radia i w tym radiu pojawia się piosenka Marka Grechuty, który śpiewa o Lanckoronie to nagle podejmuje decyzję – „Tak, to jest miejsce gdzie na chwilę się zatrzymam, gdzie się poskładam“. Gdzie się ukryje ze swoim załamaniem czy złamanym sercem – bo taka nieprzyjemna historia się jej zdarzyła, że rozstała się z mężczyzną. Trafia do Lanckorony, która się okazuje właściwie strzałem w dziesiątkę, ponieważ jest to miejsce dokładnie takie, o jakim śpiewa Marek Grechuta: miejsce, które daje osłonę, daje spokój. Tutaj moja bohaterka zaczyna się regenerować. Tak naprawdę Magdę mógłby zastąpić mężczyzna, Magdę, która boryka się z problemem otyłości, mogłaby zastąpić szczupła kobieta. Najważniejsze jest przesłanie: żeby powiedzieć sobie stop.

MS: Czy Lanckoronę może zastąpić inne małe miasteczko?
AB:
Nie, nie sądzę. Myślę że Lanckorona była kiedyś o wiele bardziej doceniana, była niemalże miejscem kultowym, ma swój taki specyficzny charakter inny od innych małych miasteczek. Tu trochę jest tak jakby się czas zatrzymał. Chodzi o koloryt budynków, tych chałupin, o anioły w oknach, które sprawiają że łapie się troszeczkę inne spojrzenie i na ich tle nasze problemy też nabierają innego wymiaru, przestają być tak dramatyczne, jak o nich sądzimy. Zależało mi na tym aby umieścić tę powieść w Lanckoronie też dlatego, że wstrząsające wrażenia zrobiły na mnie doniesienia medialne z zeszłego roku kiedy Lanckoronę tak dotkliwie pokiereszowała powódź. Jaką siłę muszą mieć ci ludzie? –zadałam sobie takie pytanie – że nie tracąc pogody ducha potrafią się z tego wygrzebać. Ja nie jestem po prostu pewna jak ja bym się w takiej sytuacji zachowała i czy ja bym sama, ja Agnieszka Błotnicka, potrafiła sobie z czymś takim poradzić, więc to miejsce, w kontekście historii, którą chciałam opowiedzieć, było właśnie tym jedynym.

MS: Czy nie boi się pani, że popularność zyskana dzięki książce może zmienić Lanckoronę?
AB:
Lanckoronie to może tylko pomóc.

MS: Wiele osób, które czytało książkę zastanawiało się czy opisała pani w niej konkretne miejsca, szczególnie ten konkretny pensjonat?
AB:
Nie, nie opisałam konkretnego pensjonatu. Ten pensjonat u gospodyni Miłki, u której zatrzymuje się bohaterka, jest wymyślonym pensjonatem, natomiast to jest takie miejsce, które skupia w sobie cechy różnych pensjonatów znajdujących się w Lanckoronie. Nie wybrałam konkretnego, żeby nie tworzyć niezręcznych sytuacji i niesnasek pomiędzy właścicielami pensjonatów, którzy mogliby się obrazić, dlaczego nie opisałam ich obiektu. Po rozmowach z mieszkańcami zorientowałam się, że nie mają do mnie o to żalu – to po pierwsze, ale po drugie – odnajdują właśnie w tym pensjonacie to, co chciałam, czyli cechy różnych miejsc.

MS: Wiele osób doszukuje się podobieństwa Magdy do Bridget Jones, czy zgadza się pani z taką opinią?
AB:
Nie będę się na to obrażała. Natomiast Magda jest troszkę inna. Może to nie kwestia temperamentu – może właśnie pod tym względem jest bliska Bridget Jones, jednak Magda jest postacią, która na pewno czytała „Czarodziejską Górę“, a nie wiem czy można to powiedzieć o Bridget Jones. Czytała też Fernando Pessoe, bo jest w książce kilka odniesień do jego twórczości można więc o niej powiedzieć, że jest lepiej przygotowana intelektualnie. Natomiast ma nadwagę – to się zgadza, ma poczucie humoru, jest trochę zwariowana – nawet sama decyzja zerwania z miastem i przyjechania do Lanckorony, taka gwałtowna, pod wpływem impulsu – to mogą być elementy, które te bohaterki łączą. Nie tworzyłam jednak postaci Magdy myśląc o Bridget Jones, zupełnie nie analizowałam możliwości takich porównań.

MS: Jesteśmy świeżo po spotkaniu w Cafe Pensjonat, promującym książkę. Jakie są pani wrażenia po tym spotkaniu?
AB:
Bardzo, bardzo miłe. Nie mam za sobą dużej liczby spotkań autorskich, więc nie mogę powiedzieć, że mam jakąś strasznie dużą skalę porównawczą, natomiast to było zupełnie niezwykłe, ponieważ zamieniło się w taką przyjacielską rozmowę prowadzoną z dużym temperamentem. Usiadłam naprzeciwko ludzi absolutnie zakochanych we własnym miasteczku, którzy znają bardzo dobrze historię tego miejsca – znacznie lepiej niż ja. W pewnym momencie stało się tak, że mieszkańcy, którzy przyszli na spotkanie zaczęli mi opowiadać o legendach Lanckorony, o ludziach, którzy tu mieszkają i to było naprawdę niezwykłe – czułam się uwodzona.

Koniec wiosny w Lanckoronie

MS: Mieszkańcy chcieliby, aby pojawiły się nowe przygody niekoniecznie Magdy, ale innych pani bohaterów w Lanckoronie – czy będzie to w przyszłości możliwe?
AB:
Myślę, że to nie jest niemożliwe. W tej chwili mam troszkę inne plany literackie i będę je realizowała właśnie najprawdopodobniej w Lanckoronie. Zdradzę Kazimierz Dolny dla Lanckorony, tutaj będę pisała. Jeśli tylko pojawi się pomysł na fajną historię – sensacyjną czy kryminalną, która mogłaby być tutaj umiejscowiona i tutaj poprowadzona, to jak najbardziej. Wiem na pewno, że to nie będzie moja ostatnia wizyta tutaj i wiem też, ponieważ tak bardzo zostałam zachęcona przez mieszkańców, że będę chciała trochę postudiować historię Lanckorony i dowiedzieć się więcej o tym w czym oni się tak bardzo rozmiłowani: w legendach i w historiach, tajemnicach i w postaciach. Krążą tutaj, pewnie jak w każdym małym miasteczku, legendy, o których mieszkańcy potrafią godzinami opowiadać. Jestem tym bardzo zainteresowana i myślę, że ukazanie tych wątków w moich nowych powieściach będzie możliwe.

MS: Dziękuję bardzo za rozmowę.

Michał Stochmal
zdjęcie: Tomasz Korczyński

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o