Modny Kraków

Co zniszczył ogień?

95 hektarów zgliszcz, 144 tysiące złotych przeznaczone na akcję gaśniczą, trudna do oszacowania liczba zwierząt zabitych przez ogień – to ostateczny rezultat pożaru, który miał miejsce w Krakowie w minioną środę.

Pożar na Ruczaju - panorama pogorzeliska

Pierwsze zgłoszenie o płonących trawach Łąk Pychowickich Komenda Wojewódzka Państwowej Straży Pożarnej w Krakowie otrzymała we środę po godzinie 15:00. Zgłoszenie jakich wiele – wiosną strażacy wyruszają gasić płonące trawy na terenie Krakowa kilkaset razy dziennie. Jednak tym razem bardzo silny i porywisty wiatr zadecydował o katastrofalnym rozmiarze pożaru, w którego gaszeniu przez wiele godzin brało udział 16 zastępów Straży Pożarnej z Krakowa i gmin ościennych.

Spalone uroczysko
Ostateczna powierzchnia doszczętnie zniszczonej przez ogień przestrzeni to 95 hektarów nieużytków rozciągających się od ulicy Winnickiej w Skotnikach aż do ulicy Zakrzowieckiej i Kampusu Uniwersytetu Jagiellońskiego na Ruczaju. Cudem ocalały zabudowania przy ul. Bobrzyńskiego. Niewiele brakowało by spalił się drewniany kościół, ogień szedł dokładnie wzdłuż ogrodzeń budów, strażacy zatrzymali go kilkanaście metrów od Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi UJ. Nie ma strat w mieniu, lecz trudno oszacować liczbę zwierząt zabitych przez płomienie: pożoga przetoczyła się przez uroczysko Górka Pychowicka, w tym przez obszary objęte programem “Natura 2000”.

Pożar na Ruczaju - pogorzelisko

Program ten, przyjęty przez wszystkie 27 państw Unii Europejskiej, wyróżnia i chroni tereny bogate w gatunki roślin i zwierząt. Dębnicko-tyniecki obszar łąkowy, którego część doszczętnie spłonęła we środę to dom dla różnych gatunków ptaków i objętych ochroną motyli. Zamieszkiwały go też sarny, dziki, lisy.

– Przy każdym większym wypalaniu traw na wiosnę, bez względu na obszar którego dotyczy giną zwierzęta – mówi Prof. dr hab. Mirosław Kasperczyk, kierownik Katedry Łąkarstwa Uniwersytetu Rolniczego. – Jest to czas kiedy między innymi sarny i zające mają młode. Dorosłe osobniki mają szansę uratować się, jeśli nie stracą orientacji w dymie i nie ulegną zaczadzeniu, ale ich potomstwo ginie zabite przez ogień. Jest to też pora, gdy ptaki zakładają swoje gniazda i na skutek pożaru je tracą. Niszczone są miejsca lęgowe wielu gatunków ptaków gnieżdżących się na ziemi lub w strefie krzewów, ulegają spaleniu gniazda zasiedlone, z jajeczkami, niekiedy pisklętami. Poza tym zwierzęta takie jak myszy, krety, jeże, płazy i owady w ogóle nie mają szans na ucieczkę – wylicza.

Teraz w miejscu bogatego ekosystemu pozostały zgliszcza. Czarne połacie ziemi widać ze zboczy Górki Pychowickiej, aż po Ruczaj. Hektary popiołu. A w powietrzu ciężkie zanieczyszczenia. – W trakcie pożaru ma miejsce duża emisja zanieczyszczeń, w szczególności dwutlenku węgla, tlenków azotu, związków chloru – tłumaczy prof. Kasperczyk. -Jeśli palą się rośliny z terenów podmokłych i zalewowych to wydzielają się z nich także metale ciężkie. Wszystko to razem, w skali wielu dni takich pożarów na wiosnę, wpływa na uszkodzenie warstwy ozonowej, a jej zmniejszenie przyczynia się do zwiększenia ryzyka chorób nowotworowych skóry – tłumaczy.

Pożar na Ruczaju - pogorzelisko

Kto podpala?
Ten wielki pożar był wynikiem zabawy. Spowodowało go czterech nastoletnich chłopców. Zostali ujęci przez Policję jeszcze tego samego dnia – dodatkowo na gorącym uczynku. Chłopców zauważył patrol Policji. Sprawcy nie potrafili rzeczowo wyjaśnić dlaczego podpalili łąki. O odpowiedzialności karnej za tego rodzaju podpalenia mówi Ustawa z dnia 16 października 1991 r. o ochronie przyrody. (Dz. U. z 2001 r. Nr 99, poz. 1079 z późn. zm.)

Zgodnie z art. 45 ustawy “zabrania się wypalania roślinności na łąkach, pastwiskach, nieużytkach, rowach, pasach przydrożnych, szlakach kolejowych lub w strefie oczeretów i trzcin”. Art. 59 mówi: “Kto wypala roślinność na łąkach, pastwiskach, nieużytkach, rowach, pasach przydrożnych, szlakach kolejowych, w strefie oczeretów lub trzcin podlega karze aresztu lub grzywny”. Co to oznacza w praktyce dla sprawców tych niebagatelnych zniszczeń?

-Jeżeli mamy do czynienia tylko z niegroźnym wypalaniem traw wówczas sprawca zostaje ukarany z mocy Ustawy o Ochronie Przyrody mandatem lub grzywną do wysokości 5000 zł, ale pożar, który stworzył zagrożenie dla życia, zdrowia i mienia jest kwalifikowany jako czyn karalny z uwagi na to, że sprawcy są nieletni, a gdyby były to osoby pełnoletnie, wówczas mielibyśmy do czynienia z przestępstwem – tłumaczy nadkom. Mariusz Ciarka, Rzecznik Prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. -Na pierwszym posiedzeniu sądu w tej sprawie (odbyło się 30.03 – przyp.red.) zapadło postanowienie o umieszczeniu jednego ze sprawców w Pogotowiu Opiekuńczym ponieważ nie był to pierwszy taki incydent z jego udziałem, natomiast pozostali trzej chłopcy zostaną objęci szczególnym nadzorem przez rodziców – dodaje. W dalszej perspektywie rodzicom sprawców grozi pokrycie całkowitych kosztów akcji strażackiej.

Kosztowne igranie z ogniem
-Godzina pracy zastępu strażaków kosztuje 1500 zł. Tyle trzeba liczyć, gdy do pożaru wyjeżdża samochód i załoga – tłumaczy Andrzej Siekanka, Rzecznik Prasowy Małopolskiego Komendanta Wojewódzkiego PSP. W akcji gaszenia środowego pożaru wzięło udział aż 16 zastępów, strażacy pracowali przez sześć godzin. Szacunkowy koszt tej akcji wyniósł 144 tysiące złotych.

Pożar na Ruczaju - pogorzelisko

A to tylko jeden pożar. Zaledwie od początku 2012 roku strażacy ugasili na terenie Krakowa blisko 7500 pożarów. W skali miasta to miliony złotych wydanych głównie na walkę z rezultatami ludzkiej głupoty. W skali kraju – miliardy. -Rolnicy często wypalają trawy z lenistwa. Nie chce im się skosić traw jesienią bo wiedzą, że wypalą ją wiosną – mówi prof. Kasperczyk. -Niekiedy chodzi też o oszczędność. Wykoszenie jednego hektara nieużytków w trudnodostępnym terenie przez wyspecjalizowaną firmę to koszt około 1500 zł – dodaje. Konkluzja, że za tą “oszczędność” zapłacą i tak – wszak praca Straży Pożarnej finansowana jest z budżetu państwa, a ten z podatków – nie przychodzi im do głowy. Koszenie terenów należących do miasta rządzi się tymi samymi prawami: co opłaca się bardziej? Koszenie łąk przylegających do osiedli jesienią, tak, by nie dało się ich podpalić na wiosnę czy optymistyczna wiara, że akurat nie zostaną podpalone, nie będzie strat w mieniu ani wydatków na akcję strażacką. O jednoznaczną odpowiedź trudno.
tekst i zdjęcia: Agnieszka Kantaruk

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o