Modny Kraków

Lajkonik harcuje

Lajkonik harcuje | fot. Piotr Kędzierski / Modny Kraków

Od kiedy harcuje Lajkonik? Ba, żeby ktoś to wiedział! Z całą pewnością od bardzo dawna. Wszelako nie wiadomo dokładnie, ponieważ obchód Lajkonika jest reliktem pradawnych wiosennych obrzędów pogańskich, których celem było zapewnienie urodzaju. Mówią o tym stare pieśni zanotowane przez Kolberga. Obrzędy takie znane były na całym świecie; w Europie, Ameryce Południowej, w Indiach, Tybecie. Co więcej, wszędzie polegały na tańcach sztucznego stworzenia, najczęściej konika, czasem byka, w Boliwii lamy. I zazwyczaj były wesołe i hałaśliwe. W wiekach średnich kościół katolicki usiłował zwalczyć ten „zabobon”, jednak na próżno, bowiem zbyt silnie utrwalił się w świadomości ludu. Papież Grzegorz Wielki przemyślnie zalecał, by szanować dawne obyczaje, ale nadawać im nowe piętno i w ten sposób stopniowo zmieniać ich charakter. Kiedy więc nie udało się wyplenić starego obrzędu, zawłaszczono go, interpretując w chrześcijańskim duchu.

W ciągu XIII i w pierwszej połowie XIV wieku zaczęto obchodzić święto Bożego Ciała. Święto wiosenne, pełne zieleni ozdabiającej ołtarze i kwiatów rozsypywanych w procesjach. Zbiegało się w czasie z odwiecznymi zwyczajami powitania wiosny i korzystania z jej darów. Niegdyś bardzo uroczystym, poważnym procesjom towarzyszyły zatem hałaśliwe objawy radości, przebieranki, turnieje, wystrzały, nawet z armat. Tak spod chrześcijańskiego kadzidła wyzierały pogańskie pląsy.

Kościół długo tolerował wszelkie wybryki, aż wreszcie w 1787 roku konsystorz biskupi wydał rozporządzenie zakazujące wszystkiego co uwłacza powadze święta, zwłaszcza „strojów dziwacznych lub nadto światowych, albo do śmiechu pobudzających”. Tak to wiek rozumu i oświecenia rozprawił się ze starym obrzędem.

I zapewne Lajkonik zaginąłby w niepamięci. Wprawdzie obchodzono go nadal, o czym świadczą zarówno dokumenty klasztoru norbertanek jak i akta policji, ale nieco później – w oktawę Bożego Ciała. Oddzielony ten sposób od religijnej uroczystości odzyskał swój magiczno – ludowy charakter. Zresztą nie budził już zainteresowania, aczkolwiek nadal harcował. Nawet kiedy w 1813 roku miasto zalała straszna powódź, konik przypłynął na galarze. Ale nawet taki miłośnik Krakowa jak Ambroży Grabowski wspomina, że nigdy nie widział go na ulicach miasta. My też pewnie nie oglądalibyśmy go gdyby nie Konstanty Majeranowski. Ówczesny redaktor „Krakowskiej pszczółki” zamierzył upiększyć Kraków… legendami. Przypomniał zatem legendę o najeździe Tatarów, o pokonaniu ich przez dzielnych włóczków ze Zwierzyńca i o pamiątce tych wydarzeń, jaką jest Lajkonik. Gwoli prawdzie trzeba powiedzieć, że nie tyle przypomniał co wymyślił tę legendę. A zrobił to tak udatnie, że nikt nie wątpi w jej starożytność. Majeranowski umiejętnie połączył obchód ze znanym powszechnie najazdem Tatarów i ze Zwierzyńcem, co tłumaczyło i jazgotliwą muzykę towarzyszącą konikowi, i uderzenia buławą, i związek z włóczkami.

Legenda łatwo wszystko tłumaczy, nauce przychodzi to z większym trudem. Bo dlaczego właśnie włóczkowie? I dlaczego na Zwierzyńcu? Otóż włóczkowie trudnili się spławianiem drewna Wisłą. Stąd wzięła się ich nazwa – nie od włóczenia się lecz od włóki, czyli miary długości. W procesjach Bożego Ciała, urządzanych przez zwierzynieckie norbertanki, brali udział jako cech z ogromną pompą, z chorągwiami, świecami, z muzyką i salwami z rusznic. Na koniec zakonnice podejmowały ich miodem, za co włóczkowie odwdzięczali się tańcami na dziedzińcu klasztoru i harcami konika. Zabawa bywała niekiedy nad wyraz wesoła. Ot, choćby w 1700 roku, kiedy doszło do kłótni i bitki między rozochoconymi uczestnikami. Chłop z Woli, uciekającego przed nim chłopa z Olszanicy, „haniebnie między plecy siekierką tak ciął, że w nim aż siekierka uwiązła”. Nic dziwnego tedy, że biskupowi takie harce nie przypadały do gustu, a i magistrat niedługo potem zakazał udziału w procesji z chorągwiami i strzelbami.

A właśnie pałac biskupi, położony blisko murów miasta, był miejscem, gdzie konik zwierzyniecki kończył swe harce. Zwierzyniec był właściwie wsią, Lajkonik zaś był obyczajem ludowym. Kiedy jednak w 1850 roku pałac biskupi spłonął w sławetnym pożarze miasta, a mury dawno już zostały rozebrane, konik zaczął zapuszczać się w stronę Rynku – i tak już zostało. Dzisiaj właśnie na Rynku, na estradzie pod wieżą Ratuszową Lajkonik kończy swój pochód – chorąży wymachuje olbrzymią chorągwią, kapela mlaskotów głośno gra, a Lajkonik tańczy i rozdaje uderzenia.

Lajkonik na ulicach Krakowa | fot. Tomasz Korczyński / Modny Kraków

Bodaj najwięcej kłopotu sprawia wytłumaczenie samej nazwy Lajkonik. Pojawiła się zresztą późno, dopiero w 1866 roku. Pierwszy użył jej Józef Łepkowski, a może sam ją wymyślił? Wcześniej mówiło się o koniku zwierzynieckim, zaś w zapiskach klasztornych o doboszu z konikiem. Skąd więc to laj? Niektórzy utrzymują, że od gwarowego „lej” czyli „bij”, inni że od lania wodą (podobnego jak w dyngusie), jeszcze inni że od „lal”, jako że to konik sztuczny jak lala, są też tacy, którzy wywodzą nazwę od zniekształconego słowa niemieckiego oznaczającego konika rybaków. Problem zdaje się nie mieć rozwiązania, warto jednak zauważyć, że istotną częścią obchodu jest uderzanie drewnianą buławą w ramię. Owo lanie właśnie przynosić ma szczęście i pomyślność.

Legenda powiązała Lajkonika z najazdem Tatarów. Poddał się jej także Stanisław Wyspiański, kiedy w 1904 roku projektował dla niego nowy strój. Bo do tamtej pory był on dosyć mizerny. Wyspiański uświetnił go niebywale. Jeźdźca ubrał w polski kontusz, ale na głowę wsadził mu wysoką czapkę zakończoną półksiężycem. No i doprawił mu długą czarną brodę. Zaś czaprak konika ozdobił pasmanterią i koralikami, tworzącymi ornamenty kojarzące się ze Wschodem. A na głowie osadził mu pióropusz ze strusich piór i dzwoneczki. Już po II wojnie Witold Chomicz zaprojektował ubiory lajkonikowej świty i kapeli, kolorowe, groteskowe, podkreślające bajkowo – ludyczny charakter tradycji. W 1997 roku w nowe kostiumy ubrała orszak Krystyna Zachwatowicz, tworząc mieszaninę elementów historycznych i groteskowych. Bez zmian pozostał wspaniały strój samego bohatera – Lajkonika.

Obecnie Lajkonik, tak jak hejnał mariacki czy szopki, jest trwałym elementem historycznego pejzażu Krakowa. Przydaje mu oryginalnego kolorytu osnutej legendą dawności.

Witold Turdza

Leave a Reply